180 sekund – Jessica Park

Zmęczyła mnie ta książka. Po przeczytaniu “To skomplikowane. Julie” spodziewałam się po autorce sporej dawki emocji i nietypowej historii. Pomysł może i nie był najgorszy, ale wykonanie..sztuczne. Ta książka była po prostu sztuczna, niby z przekazem, niby większych głupot tam nie było, niby ręce i nogi to miało, ale to wszystko mało wiarygodne było. Takie pisanie na siłę, żeby stworzyć coś oryginalnego, dać jakiś morał i tyle.

Allison jest zamkniętą w sobie dziewczyną. Introwertyczka, unika ludzi, zaangażowania, żyje na pół gwizdka, nie lubi się wychylać. Z pewnością na jej zachowanie i charakter duży wpływ miał fakt, że wychowała się w kilkunastu rodzinach zastępczych. Dopiero w liceum trafiła na Simona. On dał jej dom, poczucie bezpieczeństwa, miłość i zrozumienie. Swoją drogą Simon jest najfajniejszym bohaterem tej książki. Zabawny, mądry, troszczy się o bohaterkę i wszystkich wokół. Allison przez przypadek zostaje wciągnięta w nietypowy eksperyment. Przez 180 sekund musi patrzeć komuś w oczy. Niby nie jest to nic wielkiego, ale dla zamkniętej w sobie dziewczyny jest to nie lada wyczyn. Zwłaszcza, że po drugiej stronie siedzi chłopak, który wcześniej wpadł jej w oko. Patrzą na siebie, a coś wyjątkowego dzieje się między nimi przez te trzy minuty. Przekazują sobie więcej niż by chcieli, można się nawet pokusić o stwierdzenie, że jest to miłość od pierwszego wejrzenia.  Po tych 180 sekundach gwałtownie się tulą i całują. Zawstydzona swoich zachowaniem dziewczyna ucieka, ale nie na długo. Okazuje się bowiem, że Esben, chłopak który uczestniczył w tym eksperymencie jest znany z takich wydarzeń. Bohater jest bardzo popularny, potrafi zjednywać do siebie ludzi a w sieci śledzi jego poczynania kilkaset tysięcy osób. Filmik z udziałem Esbena i Allison staje się hitem, więc dziewczyna chcąc nie chcąc może zapomnieć o anonimowości.

Szczerze mówiąc do tego momentu było całkiem spoko. Czytałam nawet z zainteresowaniem. Ale co to się działo potem…wyszło naprawdę mega sztucznie i mało wiarygodnie. Otóż wystarczy parę chwil, a bohaterowie stają się nierozłączni. Alison też w mig wychodzi ze swojej skorupy i po początkowym, krótkim momencie paniki staje się duszą towarzystwa i pomaga Esbenowi zbawiać świat. Już nie wspominając o tym, że bohater jest tak idealny, że aż się rzygać chce. A nie, przepraszam – autorka dała mu pewną skazę na honorze, która też wyszła sztucznie i widać, że na siłę była zrobiona (żeby nie było, że chłoptaś jest taki idealny). Zresztą w sekundę można się domyślić o co chodzi. Jest to problem całej tej książki, bo każdy krok można przewidzieć w łatwy sposób. Może nie wiemy dokładnie co się wydarzy, ale łatwo wydedukować o co mniej więcej będzie chodzić i ta przewidywalność jest aż nazbyt oczywista.

Bohaterka jest męcząca. Taka typu: nikt mnie nie kocha, nikogo nie potrzebuje, świat jest do dupy, do (i to w parę chwil): życie jest piękne, trzeba uwierzyć w miłość, zburzyć swoje mury, jednoczyć się, blablabla. Autorka oczywiście dodała jeszcze traumę w postaci choroby i śmierci przyjaciółki Allison. Swoją drogą Steffi była fajną, charakterną dziewczyną, więc sorry kobieto, jesteś super, więc trzeba cię w książce uśmiercić. W końcu taki mamy klimat ostatnimi czasy w powieściach.

Wiem, że to wszystko niby miało sens, że to miło pokazać, że ludzi potrafią być cudowni, potrafią się zmieniać, jednoczyć, że w kupie siła 😛 Ale moim zdaniem wyszło na siłę i jedyne co, to miałam łzy w oczach, że uśmierciła autorka tą biedną dziewczynę. Po cholerę mi to było?
To nie jest tak, że ja nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Myślę po prostu, że te ileś tam sekund przeznaczonych na przeczytanie tej książki mogłam wykorzystać inaczej. Jasne, że przekaz książki jest dobry, ale niczym mnie autorka nie zaskoczyła. Ani stylem, ani miłością między bohaterami, niczym. Zbyt naiwnie to wszystko było podane i za bardzo idealni oni wszyscy tam byli, a przez to mało wiarygodni.

Dobra, morał taki, że kochajmy się, nie ukrywajmy się przed światem, w portalach społecznościowych siła, juhu! 😛
Fanom autorki i “To skomplikowane. Julie” może i bym poleciła na zasadzie: bierz, czytaj, sama się przekonaj. A kto jeszcze nie czytał “To skomplikowane…” i chce kupić “180 sekund”, niech lepiej wyda kasę na tą pierwszą wymienioną przeze mnie książkę 😉

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to sprawisz mi ogromną radość, jeśli: