Bad Boy’s Girl – Blair Holden

Lubię książki o nastolatkach. Oczywiście mowa o tych fajnych, dobrych i przyjemnych. Czasem nawet przeżyję parę traum i dramatów, ale tendencja by 16-19-latków obarczać w książkach toną złych przeżyć i na końcu jeszcze np. ich uśmiercić – no cóż, dziękuję, postoję. Jeszcze po ostatniej wpadce, która zwała się pani Tijan Meyer bałam się, że “Bad Boy’s Girl” okaże się mówiąc brzydko gównem w żółtym opakowaniu. Oczekiwania miałam spore, opis książki też bardzo mnie zaciekawił. Liczyłam na porządne kłótnie między bohaterami, iskrzenie, chemię i darcie kotów. Cóż, chemia była, iskry też, co do kłótni to dostałam raczej przekomarzania i psoty. I tutaj pogrzebała się moja wielka nadzieja, bo po prostu Cole, czyli główny bohater jest od początku dla bohaterki mówiąc wprost miły, czuły i opiekuńczy – no po prostu jak on śmiał! 😉 Nie mam nic przeciwko, bo chłopak jest fajny, ale liczyłam na coś innego i trochę się wkurzyłam. Ale zaczynając od początku…

Tessa, główna bohaterka absolutnie mnie urzekła. Jest lekko zakręcona, ironiczna i sarkastyczna, nieśmiała i wycofana. Trochę styl Isis, czyli bohaterki cyklu S. Wolf, ale mniej hardcorowy. Dziewczyna od paru lat jest pariasem wśród uczniów liceum. Przyczyniła się do tego jej była najlepsza przyjaciółka Nicole (serio, dużo czytałam książek z “takimi” laskami, ale Nicole to sucz nad sucze), która odwróciła się od głównej bohaterki. Powód był banalny, pani zołza była piękna i popularna, a Tessa ważyła ponad sto kilo. Jak przystało na tchórza, Nicole zamiast olać innych, dołączyła a właściwie zaczęła przewodniczyć świcie pt. “zatrujmy Tessie życie”. Nic więc dziwnego, że nasza bohaterka pomimo tego, że schudła ponad 30 kg jest wycofana i pełna kompleksów. Do tego dochodzi fakt, że odkąd tylko pamięta kocha się w Jay’u, który oczywiście od paru lat prowadzi się nie z kim innym jak z Nicole. Ale nasza bohaterka stara się jak może, by jej życie w liceum płynęło w miarę spokojnie. Nagle dowiaduje się, że po paru latach pobytu w szkole wojskowej wraca do miasta Cole, czyli brat przyrodni Jay’a. Tessa jest w totalnej rozsypce, bo to właśnie dzięki naszemu bohaterowi przeżyła kiedyś koszmarny czas. Pobyty na urazówce i kawały w postaci popchnięcia w błoto to jest nic. Było tego dużo więcej, a Cole jawi się Tessie jako jej prześladowca. Okazuje się jednak, że nasz bohater wydoroślał, zmienił się i wreszcie dotarło do jego łepetyny, że takimi “końskimi zalotami” na pewno nie zdobędzie serca Tessy, czyli dziewczyny, którą kocha od lat.
Bohaterowie się spotykają i jest… słodko. Trochę zbyt słodko, ale ta ich relacja, która kiełkuje powoli, ten początkowy brak zaufania ze strony Tessy (nie dziwota), przekomarzania i to jak się stopniowo odkrywają – naprawdę mi się podobało. Między nimi iskrzyło, a sposób w jaki Cole odnosił się do bohaterki był naprawdę ujmujący.

Główny bohater po latach spędzonych w szkole wojskowej dojrzewa. Jest czarujący, lekko arogancki, fajny, oczywiście przystojny i umięśniony (to punkt niezbędny ?), a w stosunku do Tessy czuły i opiekuńczy.
Dopiero na parunastu ostatnich stronach narracja się odwraca i możemy ciut zajrzeć do jego głowy. Jedno mi bardzo nie pasowało. Fakt, może Cole był zbyt idealny, ale to co zrobiła autorka, żeby trochę namieszać nie trzymało się kupy. Bo najpierw poznajemy naprawdę fajnego chłopaka, a potem dostajemy obuchem w łeb. Może nawet bym napisała, że to dobrze, że Cole się zachował jak kretyn, że równowaga w przyrodzie została zachowana blabla. Ale potem, na samym już końcu dostajemy bombę i jego zachowanie podchodzi już pod bycie po prostu świnią i to już fajne nie było i totalnie też do niego nie pasowało jak dla mnie.

Książka nie kończy się happy endem, trzeba czekać na dalsze części. I tutaj mam dylemat, bo mimo pewnych nieścisłości ta historia naprawdę mi się podobała. Ale była troszkę za długa i czuję niedosyt w postaci „za mało darli koty”. Nie, nie nudziłam się, nie dłużyła mi się, ale jeśli mam wizję, że będą kolejne tomy z tymi samymi bohaterami, to po prostu w pewnym momencie można poczuć przesyt. To tak jakby ktoś mi dał kawałek sernika. Uwielbiam to ciasto, ale jeden, niezbyt duży kawałek zwykle mnie satysfakcjonuje, bo jak zjem więcej, to może się skończyć tak, że przez jakiś czas nie będę mogła na ten sernik patrzeć.
Przeczytam dalsze części, ale mam nadzieję, że autorka nie rozwlecze tej skądinąd fajnej historii za bardzo. Mogłaby się skupić na bohaterach pobocznych (którzy byli bardzo ciekawi), czyli chociażby na Travisie – starszym bracie Tess.

Jeszcze jedna rzecz mnie drażni i chcę wysłać w stronę autorek książek o nastolatkach mój własny apel – kochane dawajcie tym rodzicom głównych bohaterów chociaż pół mózgu i ćwierć rozumu, bo mam powoli dosyć czytania historii, gdzie 18-latkowie są mądrzejsi i dojrzalsi w wielu kwestiach od swoich matek i ojców. Chociażby to, że w omawianej przeze mnie książce Tess sama ogarnęła swojego brata, który od dwóch lat chlał i imprezował, bo mu się życie zawaliło. Fajnie, ale drodzy rodzice, ja nawet nie widziałam, żebyście wy próbowali coś z tym zrobić. Dopiero wasza ledwo dorosła córka ruszyła dupę. Eh..

Jeszcze jedno muszę dodać. Bardzo mi się podobało to, że bohaterowie tej książki zachowywali się jak typowi nastolatkowie. Osiemnaście lat, to taki głupi wiek, gdzie człowiek nie jest już dzieckiem, ale do dorosłości ciutkę mu brakuje i fajnie, że autorka na siłę nie robiła z Tess, Cole’a i innych postaci jakichś głupich dzieciaków albo wielce dojrzałych ludzi.

Polecam przede wszystkim fankom młodzieżówek. Jak na debiut było bardzo fajnie, pomimo paru niedociągnięć. Humor bohaterki też na pewno jest dosyć istotnym czynnikiem, który musi nam się spodobać. Czytałam lepsze książki, ale myślę, że ta historia jest godna uwagi. Nic poniżej tego i nic ponadto 😉

 

Ania

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to sprawisz mi ogromną radość, jeśli: