Dwory – Sarah J. Maas

Dwory autorstwa Sarah J. Maas to dość nietypowa lektura jak na mnie. Ania sama się zdziwiła jak oznajmiłem, że przy okazji zakupów książkowych przez internet z czystej ciekawości wrzuciłem do koszyka pierwszy tom dworów. Nie omieszkała oczywiście wykorzystać tego do nabijania się ze mnie, bo przecież jak to ja będę czytał romans. Jednak złożyło się tak, że Dwory to nie tylko dobry romans, ale dzieją się też one w świecie fantastyki, co dla mnie było idealną zachęta do przeczytania. A zachęta ta była na tyle idealna, że w ciągu kilku dni pochłonąłem wszystkie trzy tomy tej serii.

Tekst zawiera spojlery i nie zostały one oznaczone, czytajcie więc na własną odpowiedzialność 😉

Dwór cierni i róż

Jest to pierwszy tom rozpoczynający historię Feyry. Poznajemy ją jako śmiertelniczkę, łowczynię, która zmuszona zostaje do polowania by wykarmić swoją rodzinę. Akurat co do rodzinny to nie wiem czy autorka obrała sobie taki cel, ale jej siostry i ojca (który nic nie robi) trudno polubić w jakikolwiek sposób. Nie tylko biorąc tutaj pod uwagę ich zachowanie wobec głównej bohaterki, ale też pod względem ich charakterów, które pechowo akurat moim zdaniem zbytnio nie ulegają poprawie wraz z rozwijaniem się historii przez kolejne tomy.

Bohaterka podczas jednego ze swoich polowań zabija ogromnego wilka, który okazuje się być fae, czyli magiczną istotą zza muru oddzielającego ludzkich śmiertelników od krainy Prythian, zamieszkałej przez nieśmiertelne (prawie, coś im jesion szkodzi ;-)) istoty. Wkrótce w drzwiach chaty naszej bohaterki zjawia się bestia żądające zadośćuczynienia, która daje jej wybór by spędziła życie w Prythianie lub zginęła w nierównej walce z potworem.

Bestia jak można się tego spodziewać okazuje się nie być wcale taka straszna i tylko dzięki swoim mocom zmiennokształtności czasem wysuwa pazury. Po czym wracam do swojej ludzkiej postaci, księcia Dworu Wiosny, Tamlina. Pechowo księciowi przykleiła się maska do twarzy w wyniku plagi jaka pojawiła się na jego dworze, jednak nie przeszkadza to naszej głównej bohaterce. Feyra poznając księcia coraz bardziej jest nim zauroczona i zakochuje się w nim, choć nie wystarczająco szybko 😉

Miłość Tamlina i Feyry, oj, jak ona przecieka w tej książce, jest ona taka idealna, cukierkowa, taka, aż chce się rzygać jak się na nich “patrzy”. Czuć na kilometr, że coś jest tutaj nie na miejscu, coś tutaj nie gra, a sama bohaterka zauroczona pierwszym mężczyzną, który ukazał jej większe zainteresowanie nie dostrzega jego wad i tego na czym naprawdę mu zależy.

Jej zaślepienie, a jednocześnie ogromna miłość pchają ją do wydarzeń pod Górą, gdzie stawiając na szali swoje życie, walczyć będzie o swojego ukochanego, a także o mieszkańców całej krainy Prythianu.

Od tego momentu, niektórzy zaczynają czytać ten tom, ale nie ze względu na walkę samej Feyry i zadania przed nią stawiane, ale przez Rhysanda, który na dobre pojawia się w książce. Rhysand, czyli ten “zły”, a raczej facet świnia, taki których moja żona uwielbia w książkach.

Tom ten jest dobrym wprowadzeniem w cały ten fantastyczny świat i w przyjemny sposób (pomimo tej całej miłości do ròwnie fascynującego co robot kuchenny Tamlina) opowiada losy Feyry w magicznym świecie Prythianu. Jednak nie umieściłbym go na pierwszym miejscu, wybierając spośród wszystkich trzech, zajmie on jak dla mnie miejsce drugie, tuż za….

Dwór mgieł i furii

Najbardziej udana część dworów i najbardziej wyczekiwana przez moją żonę oraz nie ukrywam także przeze mnie. Oto część, w której porzucamy cukierkową miłość do robota kuchennego, ee to znaczy Tamlina i odkrywamy na nowo naszą główną bohaterkę oraz księcia Dworu Nocy Rhysanda. Ale to nie jest tak, że Feyra przeskakuje z kwiatka na kwiatek, że nagle pojawia się inny i już wpada w jego objęcia, niee i dziękuje bardzo za to autorce. Najpierw dane jest nam przeżyć momenty, w których Feyra zaczyna dostrzegać te złe strony Tamlina, poszczególne wydarzenia pozwalają jej zobaczyć, że wcale nie jest z nim szczęśliwa, że ogranicza ją, a wszystko co ich łączy jest toksyczne i ogranicza jej wolność.

Naszczęście jest Rhysand, który umożliwia jej ucieczkę od Tamlina, jednak wspomnienia wydarzeń spod Góry nie pozwalają naszej bohaterce tak łatwo zaufać swojemu wybawcy.

Tym razem autorka książki na szczęście nie dała nam prostej relacji, zauroczenia i ślepego zakochania, relacja jaką budują między sobą Rhys i Feyra jest skomplikowana. Bohaterzy mają pod górkę na samym początku, bo przecież nie tak łatwo jest odbudować ludzkie zaufanie.

Jednak Rhys pokazuje naszej głównej bohaterce prawdziwego siebie, poznaje ona prawdę na temat wcześniejszych wydarzeń, poznajemy motywy i tak jak Feyra zaczynamy dostrzegać prawdę.

To wszystko powoduje, że przez większą część książki możemy być świadkami cudownego budowania się relacji między naszymi bohaterami, możemy poczuć ich niepewność, a zarazem napięcie jakie pojawia się między nimi.

Relacja, a przede wszystkim miłość między Rhysem a Feyrą jest czymś prawie namacalnym, możemy być świadkami tego jak buduje się trwały i wieczny związek między dwojgiem ludzi.

Choć gustuję bardziej w fantastyce, horrorach, czy też kryminałach, tom ten pozostanie jedną z moich ulubionych książek i choć chciałbym przeczytać coś równie podobnego… Ania mnie zasmuciła sama stwierdzając, że jest to najpiękniej “napisana” miłość jaką kiedykolwiek w romansie przeczytała, więc marne mam szansę by przeczytać coś równie dobrego 🙁

Dwór skrzydeł i zguby

I tak oto docieramy do trzeciego tomu historii naszych bohaterów, który jest zakończeniem pewnego etapu historii, zakończeniem wojny, z którym boryka się ten świat. I właśnie chyba w tym leży główny problem z tym tomem, że nie ma w nim niczego zaskakującego. Mamy naszych bohaterów, których połączyła już cudowna miłość, mamy wojnę i przez setki stron czekamy tylko aż dojdzie do tej ostatecznej bitwy, w której wygrają Ci dobrzy i wszystko zakończy się szczęśliwie. I właśnie z tym czekaniem jest pewien problem, bo wyczuć można w tym tomie momenty, które autorka mam wrażenie, że napisała tylko dlatego by tom trzeci nie był krótszy od poprzednich, a także po to by zostawić sobie miejsce na napisanie kolejnych książek, które już zresztą zapowiedziała. Może i były to w większości istotne fakty dla całej historii nam przedstawionej, ale można było po prostu krócej momentami 😉

Brakuje mi też Feyry i Rhysa. Są bohaterami tego tomu, akcja dzieje się wokół nich, ale brakuje mi w pewnym sensie ich relacji, przekomarzań. W tym tomie po prostu są, kochają się, żadne bez drugiej połówki nie potrafi żyć, jednym słowem – big love, więc ponownie pojawia się wątek nazwany “idealna miłość” i chociaż ten plus, że nie jest ona ślepa i przesłodzona jak to miało miejsce z Tamlinem 🙂

Żeby nie było, nie jest to tragiczna książka, ma ten sam klimat, występują zawiłe i interesujące postacie, wszystko ma ręce i nogi. Jednak to poczucie przewidywalności bardzo mi przeszkadzało w czytaniu tej książki i choć skończyłem ją w kilka dni czułem pewien niedosyt… Pomimo mych uwag i odczuwanego niedosytu z chęcią polecę ostatni tom jak i przede wszystkim całą serię, bo uważam, że warto poznać historię tego świata i posmakować miłości jaka połączyła Feyrę i Rhysa.

Szymon

Parę słów od Ani

Zawsze jestem sceptycznie nastawiona do fantastyki. Innymi słowami – umiem docenić ten gatunek, ale musi być w książce ciekawy romans, który jest jednym z wątków głównych. Byłam sceptycznie nastawiona do tej serii, ale…Co ja będę pisać…przepadłam. Zakochałam się, totalnie. Moje serce skradł Rhys i jak żyję takiego bohatera jeszcze nie spotkałam. Czytałam dużo romansów, ale bohater Dworów wszystkich zdeklasował. Kocham. Polecam. Zazdroszczę wszystkim, którzy jeszcze tego nie czytali, zazdroszczę tego, że mają to wszystko przed sobą. Te książki to nie tylko fantastyczny, wymyślony świat, ale przede wszystkim opowieść o miłości, o której marzy każda z nas, a także o przyjaźni i lojalności.

Ania

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to sprawisz mi ogromną radość, jeśli: