Dziesięć poniżej zera – Whitney Barbetti

Jak ja lubię takie książki. Takie co to człowiekowi dają do myślenia, zapadają w pamięć, ale nie przytłaczają zbytkiem dramatów, chorób i traum. Nie martwicie się, ta książka kończy się happy endem. Może i mogłabym to ostatnie zdanie dać w spoilerze, ale nie chcę byście się tej historii bali (tak jak ja). Bo to jest naprawdę dobra opowieść, bo to jest naprawdę coś godnego uwagi, coś co sprawi, że człowiek zatrzyma się na chwilę, zamyśli, ale w taki dobry, nie wyniszczający sposób.

Parker nie jest i nigdy nie była wylewną osobą. Wychowana w rodzinach zastępczych dziewczyna nie zaznała w swoim życiu zbyt dużo czułości, miłości, akceptacji. Brutalny atak sprzed paru lat, którego niestety (a może stety) nie pamięta pozostawił blizny nie tylko na jej ciele, ale i duszy. Pomimo tego, że bohaterka się bardzo dystansuje i jest zamknięta emocjonalnie, pomimo tego, że tak naprawdę Parker od czasu tej tragedii wegetuje, a nie żyje czytelnik nie jest przytłoczony jej traumami. Dziewczyna nie męczy nas zbytnio swoimi dramatami, a my akceptujemy to jaka jest. Wszystko zmienia się w chwili, kiedy Parker dostaje omyłkowo smsa od nieznajomego chłopaka. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów postanawia zaryzykować i idzie do baru, żeby spotkać się z tym obcym facetem.

Everett jest arogancki, czasem nawet lekko dupkowaty, chamski, a przy tym niesamowicie wrażliwy. To taki typ, co nie wiadomo, czy bardziej ma się ochotę kopnąć go w tyłek, czy przytulić. Ta arogancja i nie przejmowanie się tym, co ludzie powiedzą biorą się z faktu, że chłopak nie ma nic do stracenia. Umiera na raka mózgu, a guz poniekąd ma też wpływ na jego postępowanie. Muszę przyznać, że bohater absolutnie mnie urzekł. Lubię takich chamskich typów, którzy mimo wszystko wiedzą, kiedy przestać. Chłopak przeszedł w swoim życiu wiele, ale tym razem, kiedy rak powraca Everett postanawia już nigdy nie przechodzić tego, co kiedyś wyniszczyło jego organizm i miało wpływ także na jego umysł. Tym razem po prostu “poddaje się”, jeśli można w ogóle tak napisać.

Kiedy Everett i Parker spotykają się po raz pierwszy między nimi niesamowicie iskrzy. Nie mam tutaj na myśli tylko fizycznego przyciągania, ale przede wszystkim oni psychicznie i emocjonalnie świetnie na siebie działają. Ten omyłkowy sms jest początkiem ich trudnej, ale pięknej relacji. Everett niemalże od razu zdradza Parker, że umiera i przekonuje ją do tego, żeby wybrała się z nim w długą podróż do różnych, niezapomnianych miejsc. Ich szalona wyprawa, słowne utarczki, czułość i namiętność sprawiają, że ta książka po prostu sama się czyta. Chłopak powoduje, że Parker coraz bardziej otwiera się na życie, na emocje, na odczuwanie. Ale bohaterka ma świadomość tego, że nie może zakochać się w kimś, kogo już niedługo zabraknie na tym świecie.

Tego jak się kończy ta historia na pewno Wam nie zdradzę. Może i czytając łatwo się tego zakończenia domyśleć, ale i tak książka trzyma w napięciu aż do końca.

Muszę jeszcze dodać, że absolutnie uwielbiałam dialogi między bohaterami. Narracja, która jest prowadzona w pierwszej osobie nie jest wprawdzie naprzemienna (tylko myśli Parker możemy poznać), ale tym razem naprawdę mało mi to przeszkadzało. Everetta dało się dobrze poznać w tej książce 😉 Ja go kupuję w całości, a co do bohaterki – też dało się ją polubić, chociaż była mniej charakterna.

Warto, naprawdę warto. Jeśli macie ochotę na dobrą książkę, ciekawy romans to sięgnijcie po tą historię. Jeśli macie ochotę się wzruszyć, ale nie ryczeć pół dnia, zatrzymać, zachwycić, pomyśleć przez chwilę, to ta książka jest dla Was 😉
To nie jest smutna historia, dla mnie była ona naprawdę przepiękna. Takie książki to ja mogę czytać wiecznie i nigdy mi się nie znudzą.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to sprawisz mi ogromną radość, jeśli: