Fallen Crest. Akademia – Tijan

Myślałam, że to będzie jedna z tych książek, gdzie jest sobie ona, dwóch przystojnych braci i ona sama nie wie kogo wybrać. Nawet lubię ten motyw, pod warunkiem, że bohaterka nie waha się zbyt długo i nie skacze z kwiatka na kwiatek. Tutaj tego nie było, chociaż opis tej książki sugeruje coś innego. Już od początku wiadomo z którym z braci będzie Samantha, czyli główna bohaterka. Ale to jest pikuś. Wiem, że mogę podpaść fankom tej autorki albo tym, które przeczytały już tą książkę, lub czytają jej dzieła w oryginale, ale…to było po prostu płytkie. Jak lubię czytać o nastolatkach, tak tutaj… cóż, więcej głębi jest w kanale.

Uwaga, delikatne spojlery 😉

Sam razem z matką przenosi się do jej nowego faceta (rozstała się z mężem, który okazuje się nie być biologicznym ojcem bohaterki). Nowy narzeczony ma dwóch, przystojnych (a jakże), mrocznych i groźnych (ależ oczywiście) nastoletnich synów – Logana i Masona. Młodzi ignorują się nawzajem, ale Sam w końcu zaskarbia sobie ich szacunek. A bracia są tak mroczni, groźni, przystojni i dobrzy w tym co robią (są gwiazdami futbolu), że aż się rzygać chce. Samantha, no cóż. W skrócie, niczym się nie wyróżnia, oprócz tego, że ciągle biega i jak to sama mówi “ma wszystko gdzieś”. Ach i jeszcze często oplata nogami w pasie Masona, który lubi ją nosić. Aaaa i jeszcze przed tym jak się spiknęła z jednym z braci przez trzy lata chodziła z dupkiem, który zdradzał ją na prawo i lewo (między innymi z jej przyjaciółką). Co najgorsze, Sam się tego domyślała, ale co tam. W końcu z nim zrywa, przyjaciółki też puszcza kantem i to chyba jedyne jej mądre i pozytywne czyny i decyzje w tej książce. Jeszcze dochodzi jej relacja z matką, a właściwie jej brak. Mamusia dwa razy ją spoliczkowała. Cóż, matką roku nie zostanie. Ale Sam się nie daje, co to to nie. Na jednej imprezie bije się po pijaku z inną dziewczyną, a pod koniec książki policzkuje jeszcze jedną nastolatkę. Po prostu miodzio. Bohaterka zyskuje na popularności (nie mam bladego pojęcia dlaczego), bo zna TYCH braci. I chyba nic ponadto. Oczywiście Sam i Mason są razem i w sumie oprócz tego, że jest między nimi chemia, to nie mam pojęcia dlaczego. Ale podobno się kochają, więc nie mnie oceniać.

Ale oprócz romansu (kiepskiego) mamy tutaj jeszcze “Modę na sukces” połączoną z “Beverly Hills 2010”. Ja wymiękłam, naprawdę wymiękłam. Już nie wiedziałam kto, z kim, dlaczego, po co. Kto do jakiej paczki należy, kto z kim się przespał, kto z kim się przyjaźni. Może w tym szaleństwie jest metoda, pewnie to wprowadzenie do dalszych części serii, nie mam pojęcia, ale ja poprzestanę na tej pierwszej z cyklu. Ledwo to spotkanie przeżyłam. Dorośli też są tutaj “cudnie” i zachowują się jak dzieci. Bohaterzy historii chcą udawać dorosłych, co im zresztą nie bardzo wychodzi. Impreza goni imprezę, wszyscy obrzucają się ripostami, bo chcą być najfajniejsi. Oczywiście bracia wiodą w tym prym, bo przecież są taaaacy mądrzyyyyyy. A Samantha biega i ma wszystko gdzieś, przez co wszyscy chcą się z nią zaprzyjaźnić (logiczne, prawda?). Książka jest o wszystkim i o niczym.

I jeszcze jeden, kluczowy element i gwóźdź do trumny. Język, jakim pisana jest ta książka można i uznać za prosty, ale ja bym nazwała inaczej, on jest po prostu zbyt prosty, wręcz prymitywny. Takie: “Kali jeść pająka. Pająk był smaczny. Po zjedzeniu go Kali poszedł biegać. Wrócił cały zlany potem i umył się w rzece. Potem wrócił do szałasu i poszedł spać”.

Pomyślałam sobie, że może ja już jestem za stara na takie książki, może ja nie potrafię ich docenić, że ja się nie znam. Ale nie, przecież ja naprawdę lubię historie o nastolatkach. Ale mam chyba po prostu ograniczoną tolerancję, jeśli chodzi o takie książki. Nie polecam, ale jak wiadomo – są gusta i guściki, więc kto wie. Może akurat Wam przypadnie ta książka do gustu 😉

Ania

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to sprawisz mi ogromną radość, jeśli: