Friendzone – Sandra Nowaczyk

Sama nie wiem co sądzić o tej książce. Chyba za wiele od niej oczekiwałam. Ja chyba za dużo naczytałam się książek z motywem „od przyjaźni do miłości” (który bardzo lubię) i totalnie czegoś innego spodziewałam się po tej historii. Przede wszystkim czuć, że napisała to nastolatka. Bynajmniej nie mam niczego złego na myśli, bo język jest prosty, zdania bardzo poprawne, szybko się czyta, kurcze jakby tak każdy nastolatek pisał, to nikt by nie miał problemów z maturą z języka polskiego. Chodzi mi o to, że inaczej czyta się opowieść o nastolatkach pisaną przez 20-30latka, niż stworzoną przez ich rówieśnika.

Mamy tutaj klasyczny okres kiedy człowiek już nie jest dzieckiem, ale do dorosłości też trochę mu brakuje. Czas, kiedy emocje w nas buzują, kiedy kochamy, nienawidzimy i żyjemy odczuwając wszystko za bardzo intensywnie. Ja miałam wrażenie że przeniosłam się trochę w czasie i przypomniałam sobie jak to było w liceum. Za to daję plusa. Teraz będzie trochę negatywów.

Przede wszystkim przyjaźń między głównymi bohaterami była nie tyle pokazana (sceny, rozmowy, relacje, spotkania) co przegadana (jak to my się kiedyś przyjaźniliśmy, jak to myśmy kiedyś coś tam robili, jakie z nas pokrewne dusze, jak coś tam blabla a ja ciągle mam w myślach „kurcze nie wierzę wam, nie widzę tego”). Jeśli relacje między bohaterami schodzą na plan nie tyle drugoplanowy co nawet i dalszy to od razu mam ochotę komuś przywalić. Serio, bohaterom którzy 2/3 książki są osobno i mają rozkminkę pt. „Nie, ja go/jej wcale nie kocham”, „Nie, ten pocałunek na balu to była pomyłka” – takim ludziom mówię stanowcze „nie”!

O czym jest zatem 2/3 tej książki? O rodzinie, relacjach z rodzicami, z przyjaciółmi, poznaniem postaci drugoplanowych (właściwie nie wiem kto tutaj grał pierwsze skrzypce, a kto był tłem ?).

Jeszcze jedno, jeśli ktoś liczył na akcję osadzoną w polskim liceum to się rozczaruje. Zresztą po imionach bohaterów (Griffin i Tatum) łatwo rozpoznać, że to nie będzie LO o profilu sportowym w Koziej Wólce 😉

Ale, ale! Myślę, że ta dziewczyna ma potencjał, naprawdę. Bo ja ciągle mam z tyłu głowy, że autorka ma 17 lat.
Czy polecam? Hmmm sami musicie ocenić, ja się trochę rozczarowałam, ale nie czuję, żeby czytanie tej książki było czasem straconym. Po prostu dostałam do picia gorzką, czarną herbatę a miałam ochotę na owocową z łyżeczką cukru. Zgasiłam pragnienie, ale kubków smakowych nie oszukałam 😉

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to sprawisz mi ogromną radość, jeśli: