Fallen Crest. Akademia – Tijan

Myślałam, że to będzie jedna z tych książek, gdzie jest sobie ona, dwóch przystojnych braci i ona sama nie wie kogo wybrać. Nawet lubię ten motyw, pod warunkiem, że bohaterka nie waha się zbyt długo i nie skacze z kwiatka na kwiatek. Tutaj tego nie było, chociaż opis tej książki sugeruje coś innego. Już od początku wiadomo z którym z braci będzie Samantha, czyli główna bohaterka. Ale to jest pikuś. Wiem, że mogę podpaść fankom tej autorki albo tym, które przeczytały już tą książkę, lub czytają jej dzieła w oryginale, ale…to było po prostu płytkie. Jak lubię czytać o nastolatkach, tak tutaj… cóż, więcej głębi jest w kanale.

Podtrzymując wszechświat – Jennifer Niven

Zmęczyłam tę książkę. Nie jest to raczej kwestia tego, że było źle, ale chyba brak czasu i jakiś zastój spowodował, że czytałam i czytałam i czytałam to ładnych parę dni. Fakt faktem, że jakby historia była bardzo dobra, to bym się pewnie nie mogła oderwać, a było ciut ponad przeciętną. Chyba więcej oczekiwałam od tej książki, a było zadowalająco, ale nie zachwycająco.

Listy do utraconej – Brigid Kemmerer

Bałam się tej książki. Autentycznie się jej bałam. Miałam wrażenie, że będę ryczeć a ilość dramatów i traum znowu będzie mi ciążyć na plecach jeszcze długo po tym jak przeczytam ostatnią kartkę tej historii. Strach ma wielkie oczy i tak było i w tym wypadku, bo książka jest naprawdę godna uwagi.

Przyszłość ma twoje imię – Elżbieta Rodzeń

Na początku ta książka wydawała mi się jakaś taka za prosta, za oczywista. Dobrze się czytało, bardzo dobrze, szybko, przyjemnie, ale kiedy zauważyłam, że jestem w połowie i jest trochę jakby za idealnie, to zaczęłam się zastanawiać czy doczekam jakiegoś „bum”. Doczekałam się, niby można było się tego domyśleć, ale dla mnie, której taki scenariusz jakoś nie przyszedł do głowy, to „bum” było mocnym zaskoczeniem.

Friendzone – Sandra Nowaczyk

Sama nie wiem co sądzić o tej książce. Chyba za wiele od niej oczekiwałam. Ja chyba za dużo naczytałam się książek z motywem „od przyjaźni do miłości” (który bardzo lubię) i totalnie czegoś innego spodziewałam się po tej historii. Przede wszystkim czuć, że napisała to nastolatka. Bynajmniej nie mam niczego złego na myśli, bo język jest prosty, zdania bardzo poprawne, szybko się czyta, kurcze jakby tak każdy nastolatek pisał, to nikt by nie miał problemów z maturą z języka polskiego. Chodzi mi o to, że inaczej czyta się opowieść o nastolatkach pisaną przez 20-30latka, niż stworzoną przez ich rówieśnika.