Zdążyć z miłością – Beata Majewska

“Zdążyć z miłością” jest trzecią częścią cyklu B. Majewskiej – Konkurs na żonę. Moim zdaniem można przeczytać go niezależnie od poprzednich tomów, ale musimy się nastawić na to, że Olga, która namieszała w związku Łucji i Hugona (bohaterów poprzednich tomów) wyjawia sporo faktów, dotyczących tego co zrobiła. Więc jeśli nie chcemy sobie spojlerować, to warto sięgnąć po pierwszą i drugą część cyklu.

Konkurs na żonę – Beata Majewska

To książka z rodzaju tych, które się czyta i nie może przestać a jakby ktoś zapytał: dlaczego? To nie wiadomo jak odpowiedzieć. Bo w sumie i bohaterzy mają w sobie coś irytującego (zwłaszcza Hugo, jak lubię śfinie tak on…), fabuła jest też jakaś nierealna i naiwna. Akcja pędzi tak, że człowiek czasem nie zdąży załapać co tutaj się tak właściwie zadziało, huragan, po prostu huragan.

Przyszłość ma twoje imię – Elżbieta Rodzeń

Na początku ta książka wydawała mi się jakaś taka za prosta, za oczywista. Dobrze się czytało, bardzo dobrze, szybko, przyjemnie, ale kiedy zauważyłam, że jestem w połowie i jest trochę jakby za idealnie, to zaczęłam się zastanawiać czy doczekam jakiegoś „bum”. Doczekałam się, niby można było się tego domyśleć, ale dla mnie, której taki scenariusz jakoś nie przyszedł do głowy, to „bum” było mocnym zaskoczeniem.

Dziewczyna o kruchym sercu – Elżbieta Rodzeń

Czytałam tę książkę ponad tydzień. Nie potrafiłam przez nią przebrnąć w całości. Tak sobie czytałam w przerwach między powtórkami, aż do dnia, kiedy coś w tej historii przeskoczyło i stwierdziłam – muszę to dokończyć. Skończyłam i mam ochotę krzyknąć: znowu to sobie zrobiłaś, znowu płakałaś. Jest to zdecydowanie książka należąca do rodzaju “rykogennych”. Nie ma tutaj happy endu, chociaż niemalże do końca na niego liczyłam. Ale kto wie, może dla niektórych takie zakończenie można zaliczyć do “satysfakcjonującego”?

Friendzone – Sandra Nowaczyk

Sama nie wiem co sądzić o tej książce. Chyba za wiele od niej oczekiwałam. Ja chyba za dużo naczytałam się książek z motywem „od przyjaźni do miłości” (który bardzo lubię) i totalnie czegoś innego spodziewałam się po tej historii. Przede wszystkim czuć, że napisała to nastolatka. Bynajmniej nie mam niczego złego na myśli, bo język jest prosty, zdania bardzo poprawne, szybko się czyta, kurcze jakby tak każdy nastolatek pisał, to nikt by nie miał problemów z maturą z języka polskiego. Chodzi mi o to, że inaczej czyta się opowieść o nastolatkach pisaną przez 20-30latka, niż stworzoną przez ich rówieśnika.