Dziesięć poniżej zera – Whitney Barbetti

Jak ja lubię takie książki. Takie co to człowiekowi dają do myślenia, zapadają w pamięć, ale nie przytłaczają zbytkiem dramatów, chorób i traum. Nie martwicie się, ta książka kończy się happy endem. Może i mogłabym to ostatnie zdanie dać w spoilerze, ale nie chcę byście się tej historii bali (tak jak ja). Bo to jest naprawdę dobra opowieść, bo to jest naprawdę coś godnego uwagi, coś co sprawi, że człowiek zatrzyma się na chwilę, zamyśli, ale w taki dobry, nie wyniszczający sposób.

180 sekund – Jessica Park

Zmęczyła mnie ta książka. Po przeczytaniu “To skomplikowane. Julie” spodziewałam się po autorce sporej dawki emocji i nietypowej historii. Pomysł może i nie był najgorszy, ale wykonanie..sztuczne. Ta książka była po prostu sztuczna, niby z przekazem, niby większych głupot tam nie było, niby ręce i nogi to miało, ale to wszystko mało wiarygodne było. Takie pisanie na siłę, żeby stworzyć coś oryginalnego, dać jakiś morał i tyle.

November 9 – Colleen Hoover

Właśnie zryto mi beret, na szczęście całkiem pozytywnie, niemniej czuję się, jakby po mojej głowie, uczuciach i emocjach przejechał jakiś pług i rozgrzebał wszystko. Do tej pory moim numerem jeden jeśli chodzi o C. Hoover było “It ends with us”. Ale po lekturze “November 9” myślę, że miejsce pierwsze zostało mocno zagrożone. Jeśli ktoś by mnie zapytał którą z tych dwóch książek wolę, szczerze mówiąc nie potrafiłabym odpowiedzieć. Obydwie historie mocno mną poruszyły, chociaż każda z tych książek pociągnęła inną strunę. To wielki plus tej autorki. Może nie czytałam i na pewno nie przeczytam wszystkich wydanych u nas książek Hoover, ale nie mogę zarzucić tej pani schematyczności i powtarzalności. Wszystkie jej dzieła jakie do tej pory przeczytałam miały bardzo różne historie, poruszyły zupełnie inne tematy i miały specyficznych, nie powielających się nawzajem bohaterów.

Ponad wszystko – Nicola Yoon

Tak sobie pomyślałam, że książki po które w swoim życiu sięgnęłam można podzielić na trzy kategorie. Pierwsza, to te lektury, które przeczytałam dla przyjemności, odprężenia i odmóżdżenia. Druga, to te dzieła, po których skończeniu miałam ochotę głośno krzyczeć: “nigdy więcej” i starałam się je wyprzeć ze swojej pamięci. Trzecia, to te cudne i piękne książki, które pamiętam i będę pamiętać pewnie zawsze, bo są tego warte. “Ponad wszystko” myślę, że należy do tej trzeciej kategorii 😉

Słowo i miecz – Amy Harmon

Naprawdę lubię Amy Harmon. Może nie ma wybitnych książek, może jej historie niczym wielce się nie odznaczają, ale trafiają do mnie w pełni i wiem, że wszystkie przetłumaczone i wydane u nas dzieła tej pani na pewno przeczytam.

Bad Boy’s Girl – Blair Holden

Lubię książki o nastolatkach. Oczywiście mowa o tych fajnych, dobrych i przyjemnych. Czasem nawet przeżyję parę traum i dramatów, ale tendencja by 16-19-latków obarczać w książkach toną złych przeżyć i na końcu jeszcze np. ich uśmiercić – no cóż, dziękuję, postoję. Jeszcze po ostatniej wpadce, która zwała się pani Tijan Meyer bałam się, że “Bad Boy’s Girl” okaże się mówiąc brzydko gównem w żółtym opakowaniu. Oczekiwania miałam spore, opis książki też bardzo mnie zaciekawił. Liczyłam na porządne kłótnie między bohaterami, iskrzenie, chemię i darcie kotów. Cóż, chemia była, iskry też, co do kłótni to dostałam raczej przekomarzania i psoty. I tutaj pogrzebała się moja wielka nadzieja, bo po prostu Cole, czyli główny bohater jest od początku dla bohaterki mówiąc wprost miły, czuły i opiekuńczy – no po prostu jak on śmiał! 😉 Nie mam nic przeciwko, bo chłopak jest fajny, ale liczyłam na coś innego i trochę się wkurzyłam. Ale zaczynając od początku…

Książęta wolą blondynki – Loretta Chase

Myślę, że ta część najbardziej mi się podobała z całego cyklu “Stylistki”. Chociaż przyznać muszę, że kiedy w pierwszym i trzecim tomie znudził mnie początek, tak tutaj końcówka trochę zawiodła i mi się wlokła (ale czepiam się jak zwykle). Co tam książę, hrabia, markiz, czyli bohaterowie poprzednich części. Moje serce lubi ich wszystkich, ale zdecydowanie wybiera Radforda. Urzekł mnie “zwykły” prawnik, bo wbrew temu, co głosi tytuł tej części oraz jej opis, Oliver, a właściwie jego ojciec dopiero w końcowej fazie historii dziedziczy tytuł księcia. Czyli innymi słowy bohaterka popełnia mezalians 😉

Pasażerka – Alexandra Bracken

Motyw podróży w czasie nie jest może moim ulubionym motywem, ale jeśli książka jest napisana z sensem i potrafi mnie zaciekawić to mogą sobie “skakać” w niej między wiekami do woli. Początek tej historii jest troszkę ciężki. To znaczy inaczej – może nie zainteresować. Mamy prolog, gdzie poznajemy Nicholasa – głównego bohatera, potem poznajemy Ettę, czyli główną bohaterkę. Może nie zaiskrzyć, może nie zaciekawić. Ale kiedy bohaterka przenosi się w czasie i jak już ta dwójka się spotka to jest naprawdę bardzo, bardzo fajnie i wciągająco 🙂

Dwory – Sarah J. Maas

Dwory autorstwa Sarah J. Maas to dość nietypowa lektura jak na mnie. Ania sama się zdziwiła jak oznajmiłem, że przy okazji zakupów książkowych przez internet z czystej ciekawości wrzuciłem do koszyka pierwszy tom dworów. Nie omieszkała oczywiście wykorzystać tego do nabijania się ze mnie, bo przecież jak to ja będę czytał romans. Jednak złożyło się tak, że Dwory to nie tylko dobry romans, ale dzieją się też one w świecie fantastyki, co dla mnie było idealną zachęta do przeczytania. A zachęta ta była na tyle idealna, że w ciągu kilku dni pochłonąłem wszystkie trzy tomy tej serii.

Randka z homo sapiens – Penny Reid

Randka z homo sapiens” to tom pierwszy serii “Kółko singielek miejskich”. Byłam bardzo ciekawa tej książki. Już sam opis był dla mnie sygnałem, że nie będzie to typowa historia.