Ponad wszystko – Nicola Yoon

Tak sobie pomyślałam, że książki po które w swoim życiu sięgnęłam można podzielić na trzy kategorie. Pierwsza, to te lektury, które przeczytałam dla przyjemności, odprężenia i odmóżdżenia. Druga, to te dzieła, po których skończeniu miałam ochotę głośno krzyczeć: “nigdy więcej” i starałam się je wyprzeć ze swojej pamięci. Trzecia, to te cudne i piękne książki, które pamiętam i będę pamiętać pewnie zawsze, bo są tego warte. “Ponad wszystko” myślę, że należy do tej trzeciej kategorii 😉

Bad Boy’s Girl – Blair Holden

Lubię książki o nastolatkach. Oczywiście mowa o tych fajnych, dobrych i przyjemnych. Czasem nawet przeżyję parę traum i dramatów, ale tendencja by 16-19-latków obarczać w książkach toną złych przeżyć i na końcu jeszcze np. ich uśmiercić – no cóż, dziękuję, postoję. Jeszcze po ostatniej wpadce, która zwała się pani Tijan Meyer bałam się, że “Bad Boy’s Girl” okaże się mówiąc brzydko gównem w żółtym opakowaniu. Oczekiwania miałam spore, opis książki też bardzo mnie zaciekawił. Liczyłam na porządne kłótnie między bohaterami, iskrzenie, chemię i darcie kotów. Cóż, chemia była, iskry też, co do kłótni to dostałam raczej przekomarzania i psoty. I tutaj pogrzebała się moja wielka nadzieja, bo po prostu Cole, czyli główny bohater jest od początku dla bohaterki mówiąc wprost miły, czuły i opiekuńczy – no po prostu jak on śmiał! 😉 Nie mam nic przeciwko, bo chłopak jest fajny, ale liczyłam na coś innego i trochę się wkurzyłam. Ale zaczynając od początku…

Fallen Crest. Akademia – Tijan

Myślałam, że to będzie jedna z tych książek, gdzie jest sobie ona, dwóch przystojnych braci i ona sama nie wie kogo wybrać. Nawet lubię ten motyw, pod warunkiem, że bohaterka nie waha się zbyt długo i nie skacze z kwiatka na kwiatek. Tutaj tego nie było, chociaż opis tej książki sugeruje coś innego. Już od początku wiadomo z którym z braci będzie Samantha, czyli główna bohaterka. Ale to jest pikuś. Wiem, że mogę podpaść fankom tej autorki albo tym, które przeczytały już tą książkę, lub czytają jej dzieła w oryginale, ale…to było po prostu płytkie. Jak lubię czytać o nastolatkach, tak tutaj… cóż, więcej głębi jest w kanale.

Podtrzymując wszechświat – Jennifer Niven

Zmęczyłam tę książkę. Nie jest to raczej kwestia tego, że było źle, ale chyba brak czasu i jakiś zastój spowodował, że czytałam i czytałam i czytałam to ładnych parę dni. Fakt faktem, że jakby historia była bardzo dobra, to bym się pewnie nie mogła oderwać, a było ciut ponad przeciętną. Chyba więcej oczekiwałam od tej książki, a było zadowalająco, ale nie zachwycająco.

Listy do utraconej – Brigid Kemmerer

Bałam się tej książki. Autentycznie się jej bałam. Miałam wrażenie, że będę ryczeć a ilość dramatów i traum znowu będzie mi ciążyć na plecach jeszcze długo po tym jak przeczytam ostatnią kartkę tej historii. Strach ma wielkie oczy i tak było i w tym wypadku, bo książka jest naprawdę godna uwagi.

Przyszłość ma twoje imię – Elżbieta Rodzeń

Na początku ta książka wydawała mi się jakaś taka za prosta, za oczywista. Dobrze się czytało, bardzo dobrze, szybko, przyjemnie, ale kiedy zauważyłam, że jestem w połowie i jest trochę jakby za idealnie, to zaczęłam się zastanawiać czy doczekam jakiegoś „bum”. Doczekałam się, niby można było się tego domyśleć, ale dla mnie, której taki scenariusz jakoś nie przyszedł do głowy, to „bum” było mocnym zaskoczeniem.

Friendzone – Sandra Nowaczyk

Sama nie wiem co sądzić o tej książce. Chyba za wiele od niej oczekiwałam. Ja chyba za dużo naczytałam się książek z motywem „od przyjaźni do miłości” (który bardzo lubię) i totalnie czegoś innego spodziewałam się po tej historii. Przede wszystkim czuć, że napisała to nastolatka. Bynajmniej nie mam niczego złego na myśli, bo język jest prosty, zdania bardzo poprawne, szybko się czyta, kurcze jakby tak każdy nastolatek pisał, to nikt by nie miał problemów z maturą z języka polskiego. Chodzi mi o to, że inaczej czyta się opowieść o nastolatkach pisaną przez 20-30latka, niż stworzoną przez ich rówieśnika.