Książęta wolą blondynki – Loretta Chase

Myślę, że ta część najbardziej mi się podobała z całego cyklu “Stylistki”. Chociaż przyznać muszę, że kiedy w pierwszym i trzecim tomie znudził mnie początek, tak tutaj końcówka trochę zawiodła i mi się wlokła (ale czepiam się jak zwykle). Co tam książę, hrabia, markiz, czyli bohaterowie poprzednich części. Moje serce lubi ich wszystkich, ale zdecydowanie wybiera Radforda. Urzekł mnie “zwykły” prawnik, bo wbrew temu, co głosi tytuł tej części oraz jej opis, Oliver, a właściwie jego ojciec dopiero w końcowej fazie historii dziedziczy tytuł księcia. Czyli innymi słowy bohaterka popełnia mezalians 😉

Lady Clara jest wkurzona. Tak skrótowo można nazwać jej stan. Bo ileż można dusić się we własnej skorupie, ileż można udawać, że pod kapeluszem i pod włosami zamiast bystrego umysłu, posiada się ptasi móżdżek, ileż można odprawiać kolejnych kandydatów na męża, którzy nie widzą niczego oprócz urody i pozycji naszej bohaterki? Kiedy więc nadarza się okazja, by pomóc zaginionemu bratu jednej z podopiecznych Stowarzyszenia na rzecz Edukacji Pokrzywdzonych Kobiet Clara zwraca się do prawnika, Olivera Radforda zwanego Krukiem i odtąd jej życie wywraca się do góry nogami. Bohater wyzwala w niej dużo emocji, słucha jej, a bohaterka pierwszy raz w życiu czuje się potrzebna. Poza tym Kruk i Clara poznali się będąc jeszcze dziećmi i to jedno spotkanie dosyć mocno wryło się w ich pamięć.

Radford wie, że nie powinien angażować bohaterki w odnalezienie zaginionego chłopaka. Nie chodzi już nawet o pozory, ale o jej bezpieczeństwo. Kruk jest bystry, ironiczny i stara się panować nad emocjami. Ale najlepsze oczywiście są momenty, kiedy nie udaje mu się nad nimi zapanować, co zresztą w większość przypadków jest winą pięknej i inteligentnej lady Clary. Ich dialogi są chyba najmocniejszą stroną tej książki. Przekomarzają się, obrzucają złośliwościami, a nam – czytelnikom nie pozostaje nic innego, jak przyznać, że te ich rozmowy są po prostu cudne. Bohaterów ciągnie do siebie zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Osobiście uwielbiam takie dopasowania, gdzie jego i ją łączy nie tylko niesamowita chemia, ale także umieją po prostu ze sobą rozmawiać. A część, gdzie Clara niedomaga, a Kruk się nią opiekuje, jest moim ulubionym fragmentem książki.

Bardzo podobała mi się ta historia. Clara to bardzo ciekawa, barwna postać, a Radford..oj w takim facecie można się zakochać. Bystry, twardo stąpający po ziemi, a przy tym bardzo wrażliwy i opiekuńczy facet. Poza tym te ich dialogi, podczas których mówiąc wprost Kruk się nie pitoli co wypada, a co nie w rozmowie z arystokratką, a Clara nie pozostaje mu dłużna – po prostu miodzio. Ważnym elementem tej książki jest zawarty w niej humor. W tej części moim zdaniem jest on najbardziej widoczny i wyczuwalny, a wstawki o tym “co dama robić nie powinna” i co “damie nie wypada” sprawiały, że miałam szeroki uśmiech na twarzy czytając kolejne strony.

Pod koniec akcja trochę zwalnia (przynajmniej takie było moje odczucie), a poza tym Clara ani razu nie nazwała Kruka po imieniu. I to są dwa tyci minusy tej książki, oczywiście patrząc przez pryzmat mojej czepialskiej natury i subiektywnych odczuć.

Polecam cały cykl “Stylistki” L. Chase, a tę część w szczególności. Moim zdaniem można czytać poszczególne tomy po kolei albo na wyrywki, ponieważ bohaterowie poprzednich historii przewijają się w kolejnych, ale nie ma zbyt dużo informacji na ich temat. Kto jeszcze nie czytał niczego pani Chase, niech szybciutko nadrabia, bo myślę, że warto, chociażby dla tej czwartej części – naprawdę warto 🙂

Ania

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to sprawisz mi ogromną radość, jeśli: