It Ends with Us – Colleen Hoover

Nie czytałam wszystkich książek C. Hoover. Nawet nie mam takiego zamiaru, ale tych parę jej dzieł, z którymi miałam okazję się zapoznać utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest to autorka godna uwagi i polecenia. Pisze wciągająco i mimo tego, że jej bohaterowie oraz ich historie nie są do końca moją bajką – książki Hoover sprawiają, że czytam je od deski do deski, bo tak bardzo jestem ich ciekawa.

Podtrzymując wszechświat – Jennifer Niven

Zmęczyłam tę książkę. Nie jest to raczej kwestia tego, że było źle, ale chyba brak czasu i jakiś zastój spowodował, że czytałam i czytałam i czytałam to ładnych parę dni. Fakt faktem, że jakby historia była bardzo dobra, to bym się pewnie nie mogła oderwać, a było ciut ponad przeciętną. Chyba więcej oczekiwałam od tej książki, a było zadowalająco, ale nie zachwycająco.

Listy do utraconej – Brigid Kemmerer

Bałam się tej książki. Autentycznie się jej bałam. Miałam wrażenie, że będę ryczeć a ilość dramatów i traum znowu będzie mi ciążyć na plecach jeszcze długo po tym jak przeczytam ostatnią kartkę tej historii. Strach ma wielkie oczy i tak było i w tym wypadku, bo książka jest naprawdę godna uwagi.

Konkurs na żonę – Beata Majewska

To książka z rodzaju tych, które się czyta i nie może przestać a jakby ktoś zapytał: dlaczego? To nie wiadomo jak odpowiedzieć. Bo w sumie i bohaterzy mają w sobie coś irytującego (zwłaszcza Hugo, jak lubię śfinie tak on…), fabuła jest też jakaś nierealna i naiwna. Akcja pędzi tak, że człowiek czasem nie zdąży załapać co tutaj się tak właściwie zadziało, huragan, po prostu huragan.

Przyszłość ma twoje imię – Elżbieta Rodzeń

Na początku ta książka wydawała mi się jakaś taka za prosta, za oczywista. Dobrze się czytało, bardzo dobrze, szybko, przyjemnie, ale kiedy zauważyłam, że jestem w połowie i jest trochę jakby za idealnie, to zaczęłam się zastanawiać czy doczekam jakiegoś „bum”. Doczekałam się, niby można było się tego domyśleć, ale dla mnie, której taki scenariusz jakoś nie przyszedł do głowy, to „bum” było mocnym zaskoczeniem.

Prawo Mojżesza – Amy Harmon

Prawo Mojżesza jest moim drugim (udanym) spotkaniem z Amy Harmon. Nie byłam do końca przekonana, aby zgłębiać tą historię. Patrząc na opinie myślałam sobie: “ach, to jedna z tych książek”, które albo pokochasz, albo znienawidzisz, albo odłożysz na bok znudzona. Byłam zdeterminowana, by dowiedzieć się, do której kategorii zakwalifikują się moje wrażenia. Nie odstraszyło mnie wielkie ostrzeżenie na okładce, nie przeraził mnie prolog. Pozwòlcie, że uspokoję was na wstępie – ta opowieść kończy się happy endem.

Dziewczyna o kruchym sercu – Elżbieta Rodzeń

Czytałam tę książkę ponad tydzień. Nie potrafiłam przez nią przebrnąć w całości. Tak sobie czytałam w przerwach między powtórkami, aż do dnia, kiedy coś w tej historii przeskoczyło i stwierdziłam – muszę to dokończyć. Skończyłam i mam ochotę krzyknąć: znowu to sobie zrobiłaś, znowu płakałaś. Jest to zdecydowanie książka należąca do rodzaju “rykogennych”. Nie ma tutaj happy endu, chociaż niemalże do końca na niego liczyłam. Ale kto wie, może dla niektórych takie zakończenie można zaliczyć do “satysfakcjonującego”?

Friendzone – Sandra Nowaczyk

Sama nie wiem co sądzić o tej książce. Chyba za wiele od niej oczekiwałam. Ja chyba za dużo naczytałam się książek z motywem „od przyjaźni do miłości” (który bardzo lubię) i totalnie czegoś innego spodziewałam się po tej historii. Przede wszystkim czuć, że napisała to nastolatka. Bynajmniej nie mam niczego złego na myśli, bo język jest prosty, zdania bardzo poprawne, szybko się czyta, kurcze jakby tak każdy nastolatek pisał, to nikt by nie miał problemów z maturą z języka polskiego. Chodzi mi o to, że inaczej czyta się opowieść o nastolatkach pisaną przez 20-30latka, niż stworzoną przez ich rówieśnika.