Podtrzymując wszechświat – Jennifer Niven

Zmęczyłam tę książkę. Nie jest to raczej kwestia tego, że było źle, ale chyba brak czasu i jakiś zastój spowodował, że czytałam i czytałam i czytałam to ładnych parę dni. Fakt faktem, że jakby historia była bardzo dobra, to bym się pewnie nie mogła oderwać, a było ciut ponad przeciętną. Chyba więcej oczekiwałam od tej książki, a było zadowalająco, ale nie zachwycająco.
Libby w wieku 10 lat straciła matkę. Nagle. Od tamtej pory zaczęła się bać, zaczęła mieć napady paniki a rozpacz po stracie ukochanej osoby sprawiła, że mając lat 13 ważyła tyle, że przez miesiące nie była w stanie wyjść z domu. Skończyło się to wielką dziurą wybitą w ścianie jej domu, aby ją stamtąd wydostać. Dziewczyna schudła, ogarnęła swoją psychikę i zdrowie. Nadal ma sporą nadwagę, ale jest pewną siebie, sprawną fizycznie (uwielbia tańczyć) osobą, która po latach nieobecności wraca do szkoły.

Jack to chłopak cierpiący na prozopagnozję – nie rozpoznaje twarzy. Nikt o tym nie wie, nawet jego najbliżsi, a on radzi sobie jak może, czyli rozpoznaje ludzi po ich fryzurach, ilości piegów itp. Przez swoją chorobę nie umie sobie poradzić z emocjami, relacjami i mimo pozorów jakie stwarza ma bardzo niską samoocenę.

Drogi Jacka i Libby krzyżują się, a oni czują, że chociaż z pozoru różni ich wiele rzeczy, bardzo dobrze się rozumieją i coś ich do siebie ciągnie.

Wszystko jest tak jak być powinno. Bohaterowie są fajni, ma to ręce i nogi, (pomimo przeskoków w czasie, za którymi nie przepadam) ale nie wywołała we mnie ta historia większych emocji. Jest dobrze, miło, z przekazem, opowieść daje do myślenia, ale jak dla mnie bez fajerwerków. Przeszkadzała mi jakaś taka chaotyczność w tej opowieści, brak płynności. Dlatego też może czytałam ją tak „na raty”.

Podsumowując – czegoś zabrakło, ale historia ma coś w sobie i może się podobać 🙂

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to sprawisz mi ogromną radość, jeśli: