Ponad wszystko – Nicola Yoon

Tak sobie pomyślałam, że książki po które w swoim życiu sięgnęłam można podzielić na trzy kategorie. Pierwsza, to te lektury, które przeczytałam dla przyjemności, odprężenia i odmóżdżenia. Druga, to te dzieła, po których skończeniu miałam ochotę głośno krzyczeć: “nigdy więcej” i starałam się je wyprzeć ze swojej pamięci. Trzecia, to te cudne i piękne książki, które pamiętam i będę pamiętać pewnie zawsze, bo są tego warte. “Ponad wszystko” myślę, że należy do tej trzeciej kategorii 😉

Ja mam problem z takimi lekturami, co to prawie wszyscy znają, prawie wszyscy się zachwycają, ktoś nawet zrobił film na podstawie tej książki, ogólnie – ach, och, cud, miód i orzeszki. Od razu powiem jedno: czytałam lepsze książki. Ale sądzę, że “Ponad wszystko” utkwi w mojej pamięci jeśli nie na zawsze, to jednak na długo. Bo ta książka naprawdę jest godna polecenia i uwagi. Poczułam dzięki niej coś jeszcze, jakąś wewnętrzną pokorę. Nie, zdecydowanie to nie jest książka z rodzaju tych przyjemnych odmóżdżaczy, co to jednym okiem i uchem mi wchodzą, a drugim wychodzą i ani ziębią, ani grzeją.
Co więcej, bardzo polubiłam bohaterów tej historii.

Maddy cierpi na SCID, czyli ciężki złożony niedobór odporności. Żyje sobie w swoim sterylnym domu, każdy dzień jest podobny do drugiego, a jedynymi osobami, z którymi się spotyka jest jej matka i pielęgniarka, która jest także jej przyjaciółką. A nie. Przepraszam, dziewczynę odwiedzili jeszcze jacyś nauczyciele. Pomimo tego wszystkiego Maddy jest szczęśliwa i pełna optymizmu. Przynajmniej tak by się mogło wydawać. Pewnego dnia do domu obok wprowadza się rodzina, małżeństwo z dwójką dzieci. Maddy patrzy na nich przez okno i jej wzrok przykuwa Olly – chłopak w jej wieku. Odtąd nic nie będzie takie jak dawniej. Młodzi zaczynają ze sobą rozmawiać, najpierw przez internet, a potem, dzięki Carli – pielęgniarce opiekującą się Maddy udaje im się także poznać “na żywo”. Ale nasza bohaterka odkrywa, że to wszystko, te ukradkowe rozmowy i spotkania, to stanowczo za mało. Maddy chce zacząć żyć normalnie, chce spotykać się z Ollym, uczuć się w szkole, wychodzić na zewnątrz. Punktem zwrotnym jest moment, kiedy Maddy widzi, jak ojciec chłopaka po kolejnej awanturze (facet jest agresywnym alkoholikiem znęcającym się nad rodziną) wymierza mu mocny cios w brzuch. Dziewczyna niewiele myśląc ucieka ze swojej “bańki” i biegnie mu na pomoc. Nie zwraca uwagi na swoją chorobę, ale na chłopaka, w którym zdążyła się zakochać.

Olly jest uroczym, przystojnym i inteligentnym chłopakiem. Pełnym wrażliwości i empatii. Widzieliście kiedyś kogoś, kto wspinał się na budynki i inne ustrojstwa, łaził po dachach i generalnie w kilka sekund znajdował się tam, gdzie przeciętnemu człowiekowi potrzeba do tego drabiny? 😉 Ja wprawdzie nie widziałam, ale oglądałam w internecie filmiki z “parkourem” w roli głównej. Olly jest ciągle w ruchu, czuje taką potrzebę. Do tego naprawdę zależy mu na Maddy i absolutnie urzekły mnie ich dialogi. To dwójka naprawdę fajnych i mądrych młodych ludzi.

Czy choroba dziewczyny uniemożliwi im bycie razem? A może Maddy zdecyduje się na ryzykowny krok? Nie chcę Wam tutaj dużo spojlerować, bo to bez sensu. Napiszę jedynie, że od połowy książki się domyślałam co tam będzie nie tak i moje podejrzenia się potwierdziły. A tą historię należy poznać samemu i myślę, że warto po nią sięgnąć.

Zaskoczyło mnie, że książka jest krótka (chodzi mi o sam tekst). Trochę mi było za mało w niej samych relacji bohaterów, zakończenie też nie jest z tych, które uwielbiam, czyli najlepiej z epilogiem w postaci gromadki dzieci i “żyli długo i szczęśliwie”(ale nie martwicie się – jest happy end ;)), chociaż z drugiej strony, może na tym polega sens tej historii? Tak się zastanawiam, czy byłaby ona jeszcze bardziej wartościowa, gdyby była o 50-100 stron grubsza? Nie. Sądzę, że było krótko i na temat, a ilustracje i dodatki na kartkach dodawały tylko uroku całej książce. Czułam niesamowite ciepło czytając historię Maddy i Olly’ego. I pokorę, taką wewnętrzną pokorę pt. “Gdzieś na świecie żyją ludzie, którzy nigdy nie czuli piasku pod swoimi stopami, nie słyszeli śpiewu ptaków i doceniliby wiele rzeczy, które są dla mnie oczywiste”. Myślę, że Maddy przeżyła więcej podczas swojej krótkiej podróży razem z Ollym na Hawaje niż inni przez całe swoje życie. 😉

Jeszcze jednego udało się autorce dokonać. Pomimo tego, że to książka nie tylko o miłości, ale także o odwadze, relacjach międzyludzkich, przyjaźni, to ja naprawdę uwierzyłam w uczucie między bohaterami. Trzeba nie lada sztuki, żeby w niedługiej przecież historii i niezbyt dużej ilości bezpośrednich relacji zawrzeć taką treść, takie gesty, słowa i emocje, żeby czytelnik mógł bez wahania uwierzyć w miłość pomiędzy bohaterami. Polecam z całego serca.

Ania

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to sprawisz mi ogromną radość, jeśli: