Prawo Mojżesza – Amy Harmon

Prawo Mojżesza jest moim drugim (udanym) spotkaniem z Amy Harmon. Nie byłam do końca przekonana, aby zgłębiać tą historię. Patrząc na opinie myślałam sobie: “ach, to jedna z tych książek”, które albo pokochasz, albo znienawidzisz, albo odłożysz na bok znudzona. Byłam zdeterminowana, by dowiedzieć się, do której kategorii zakwalifikują się moje wrażenia. Nie odstraszyło mnie wielkie ostrzeżenie na okładce, nie przeraził mnie prolog. Pozwòlcie, że uspokoję was na wstępie – ta opowieść kończy się happy endem.

Mojżesz został znaleziony w koszu na pranie. Jego matka była narkomanką, która przedawkowała parę dni po porzuceniu swojego syna. Jak nie trudno się domyślić, te zdarzenia odciskają piętno na młodym umyśle i ciele. Chłopak jest dzieckiem cracku, jest pęknięty, ma problemy, nie umie się odnaleźć i sprawia same problemy swojej rodzinie, która też nie kwapi się do tego, by go zrozumieć. Jedyna osoba, która stara się go kochać i ogarnąć jego pęknięcia to jego prababka Gigi, u której Mojżesz spędza każde wakacje. W końcu nadchodzi dzień, w którym zamieszkają ze sobą na stałe. Ich sąsiedzi to rodzina, która zajmuje się hipoterapią. W skrócie jest to metoda pomagająca ludziom chorym, ludziom mającym różne problemy, aby poprzez kontakt z końmi mogli zrozumieć lepiej samych siebie i otaczający ich świat.

Georgia, bo tak ma na imię nasza bohaterka jest pełną energii, charakterną, upartą i dążącą do celu dziewczyną. Jej rodzice prowadzą hipoterapię, w której im pomaga, bo Georgia zna się na koniach, umie je poskramiać, ma do nich podejście jak mało kto. Jak na upartą i dzielną młodą kobietę przystało postanawia, że poskromi Mojżesza, dziecko cracku, pękniętego 18letniego chłopaka, którego od dawna obserwowała z daleka. Dzieli ich wszystko, pochodzenie, kolor skóry, podejście do życia, ale łączy wielka namiętność i przyciąganie.

Historia o nastolatkach, ilu już ich było? To nie jest taka zwykła historia, bo Mojżesz nie jest zwykłym nastolatkiem. On ma dar, a właściwie jest to jego przekleństwo, bo sam nie traktuje tego (przynajmniej na początku) jako dar. Widzi zmarłych. Tak, wiem, pewnie większość z was ma teraz przed oczami małego chłopca, który z ekranu telewizora mówi: “I see dead people”. Jednak nie sprawdza się tutaj powszechny zabobon, że duchy powracają na ziemię, bo mają niedokończone sprawy. Nie, zmarli ukazują się Mojżeszowi, by przekazać swym bliskim: “hej! U mnie wszystko dobrze, ale u ciebie nie, a to mnie martwi”.
Tak, nasz bohater widzi także zmarłych przychodzących po swoich bliskich. I tak jak biblijny Mojżesz sprawił, że Morze Czerwone się rozstąpiło, tak “nasz” Mojżesz też w końcu zaczyna kontrolować swoje wody, to kiedy i kto się przez nie przedostaje. Ale jeśli już ktoś do niego dotrze to przekazuje mu obrazy, nie mówi – pokazuje, a nasz wyjątkowy chłopak to wszystko maluje. Tak jak na prawdziwego i nieprzewidywalnego artystę przystało, Mojżesz nie ogranicza się do kartki papieru, a tworzy murale. Na ścianach, opuszczonych budynkach i wszędzie tam, gdzie się da i gdzie czuje, że musi to zrobić. Jeśli ludzie z miasteczka za nim nigdy nie przepadali, tak zaczynają go nienawidzić i traktować jak “świra”, bo Mojżesz przekazuje obrazy dziewczyn (oraz ich podobizny), które na przestrzeni lat ginęły w tajemniczych okolicznościach.

Nasi bohaterowie, pomimo trudności coraz bardziej zbliżają się do siebie, ale tragedia, śmierć rozdzielają ich na 7 lat. Spotykają się ponownie w windzie w jednym ze szpitali, choć wcale tego nie chcieli i pełni zaskoczenia i dumy udają, że się nie znają. Wszystko może i dałoby się zapomnieć, młodość, pierwsze pocałunki, miłość, tragedię, ale Mojżeszowi ukazuje się mały chłopiec – Eli, który okazuje się być jego zmarłym synkiem. Dopiero tutaj tak naprawdę zaczyna się ta historia.

Prawa Mojżesza były proste: malować, uciekać, nie kochać. Ale prawa są po to, by je łamać. Georgia, ze swoim optymizmem i pięcioma plusami, które Mojżesz nie chce widzieć w swoim życiu przebija się przez pancerz, którym się otoczył. Jedyne, co w tej książce może wadzić, to dosyć łatwy w rozwiązaniu wątek kryminalny, ale mi on w zupełności nie przeszkadzał, bo nie o to w tej historii chodziło.
Jeśli chodzi o sceny erotyczne, to było ich mało i były opisane w sposób bardzo subtelny.
Moje pięć plusów w tej książce?
Mojżesz, Georgia, Eli, prosty język którym jest napisana, oraz zakończenie (bo nie płakałam 😉 ).

Polecam, z czystym sercem, ja tę książkę pokochałam 🙂

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to sprawisz mi ogromną radość, jeśli: