Przyszłość ma twoje imię – Elżbieta Rodzeń

Na początku ta książka wydawała mi się jakaś taka za prosta, za oczywista. Dobrze się czytało, bardzo dobrze, szybko, przyjemnie, ale kiedy zauważyłam, że jestem w połowie i jest trochę jakby za idealnie, to zaczęłam się zastanawiać czy doczekam jakiegoś „bum”. Doczekałam się, niby można było się tego domyśleć, ale dla mnie, której taki scenariusz jakoś nie przyszedł do głowy, to „bum” było mocnym zaskoczeniem.

Bohaterzy byli ciekawi, tacy, których chętnie by się poznało osobiście. Blanka, mimo młodego wieku jest dojrzała, odpowiedzialna, uparta i troskliwa. Dramat, który przeżyła trzy lata temu sprawił, że stała się inną dziewczyną (jakkolwiek to nie zabrzmi, jak dla mnie ta zmiana wyszła jej na dobre).

Mateusz może wkurzać tym, że miał wiele dziewczyn, ale jest tak odpowiedzialny, czuły, zakochany i tak bardzo się stara oswoić lęki Blanki, że z miejsca go pokochałam. Przede wszystkim jego niepewność swojej osoby, pod pozorem pewności siebie jest urzekająca. Patologiczna rodzina w której się wychował niejedną osobę sprowadziłaby na złą drogę z której nie ma powrotu, jednak on postanawia zawalczyć o siebie, swoją przyszłość i naprawić swoje błędy. Od dziecka pasją Mateusza był taniec współczesny. Jest wspaniały w tym co robi, ale przeszłość sprawia, że nie umie uwierzyć w siebie.

Blanka i Mateusz pomagają sobie nawzajem i wiedzą, że połączyło ich coś wyjątkowego.

Możnaby rzec, że to będzie słodki koniec tej historii, ale okazuje się, że sprawcą napadu na sklep, w którym ucierpiała Blanka był Mateusz. Ona przeżyła to bardzo ciężko, on dodając sobie odwagi alkoholem myślał tylko o swoim chorym bracie. Jego ojciec alkoholik ma w tyłku co się z nimi dzieje. Oboje nie pamiętają, że w tym sklepie los połączył ich drogi po raz pierwszy. Co będzie, jeśli okaże się, że przyczyna Twojego największego koszmaru, jest osobą, która wszystkie te lęki i traumy leczy?

Może zakończenie tej historii jest naiwne, może trochę za dużo w niej optymizmu i czytając to, człowiek pomyśli sobie „takie kity można wciskać tylko w książkach i filmach”, ale czy to nie o to chodzi, żeby wierzyć w szczęśliwe zakończenia? Nie do końca realne, za idealne, ale nie niemożliwe do spełnienia. Marzenia są po to żeby je spełniać a ta książka daje nadzieję, że wszystko jest w życiu możliwe.

Polecam, bardzo mocno polecam.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to sprawisz mi ogromną radość, jeśli: