Wredne igraszki – Sally Thorne

Gdybym miała określić tę książkę jakimiś krótkim zdaniem to napisałabym: to była urocza, romantyczna i erotyczna historia. Dokładnie w takiej kolejności. Naprawdę, bardzo, ale to bardzo mi się ta książka podobała. Przede wszystkim bohaterowie, którzy różnili się od siebie jak dzień od nocy i oczywiście przez to właśnie doskonale do siebie pasowali. Plus klimacik typu “kocham cię i nienawidzę”, czyli to co uwielbiam w książkach. To jest przykład opowieści, która broni się sama, bo tutaj nie ma jakichś wielkich traum, nikt nie umiera, obyło się również bez zbędnych dramatów, seksów co pięć stron, po prostu jest rozwijające się uczucie. Tylko tyle i aż tyle.

Lucy pracuje w wydawnictwie. Jest asystentką jednej z szefowej tego ustrojstwa, a naprzeciw jej biurka codziennie siedzi jej największy wróg, czyli asystent drugiego szefa. Oczywiście ta nienawiść między nimi jest tylko pozorna i podszyta duuuuużą chemią i uczuciem. Lucy jest cudna, pokochałam ją od razu. Metr pięćdziesiąt pozytywnego zakręcenia i czystej energii. Uwielbia szminkę o nazwie “Miotacz ognia”, ciuchy w stylu retro i kolekcjonuje figurki smerfów. Jej mieszkanie jest małym “chlewikiem”, a jej charakter daleki jest od asertywności. Bohaterka jest głównym i jedynym narratorem w książce, ale o dziwo nie przeszkadzało mi to, że nie jestem w stanie poznać myśli bohatera. Lucy, wychowana przez kochających rodziców na farmie truskawkowej ma serce na dłoni. W głębi duszy czuje się jednak paskudnie samotna i nieszczęśliwa. Główną przyczyną tego nieszczęścia jest Josh, czyli bohater. Kłócą się, spierają, szpiegują (chociaż bardziej robi to Lucy :D), a kiedy dochodzi do rywalizacji o nowe stanowisko ich relacje coraz bardziej się komplikują. Oczywiście zamieszanie robi też coś, co robi Josh, a co zmienia ich stosunki o sto osiemdziesiąt stopni i fakt, że Lucy uświadamia sobie, że to co ich łączy, to chyba nie jest do końca nienawiść i chyba tak naprawdę nigdy nią nie była.

Josh..oj zacny facet, zacny. Totalne przeciwieństwo Lucy. Uporządkowany, bardzo wysoki, zdystansowany (na pozór), rzadko się uśmiecha, a w firmie wszyscy się go boją. Groźny, ponury i poważny, w przeciwieństwie do Lucy nie daje sobie wejść na głowę – delikatnie mówiąc. Uwielbia słowne potyczki z bohaterką (oraz donoszenie na siebie nawzajem do działu HR 😀 ), a w głębi duszy skrywa tajemnicę. Bo tak naprawdę Josh nie jest typem pewnego siebie macho, o nie. Jeszcze dochodzi do tego koszmarna rodzina, a właściwie ojciec. Josh ma tak naprawdę romantyczną duszę, jest miły i opiekuńczy. Chociaż z początku kompletnie tego po sobie nie pokazuje 😉 Jednak dochodzi do momentu, w którym wychodzi na światło dzienne ta jaśniejsza i miększa strona jego charakteru i fakt ten sprawia, że Lucy zaczyna patrzeć na niego zupełnie inaczej, a właściwie coś sobie uświadomia.

Bardzo podobał mi się humor zawarty w książce. Te rozważania Lucy, bardzo dokładne, lekko naiwne, romantyczne, ironiczne, a przy tym totalnie urocze w pełni do mnie przemawiały. Podobał mi się również erotyczny klimat i niesamowita chemia między Lucy i Joshem. Ja nie mówię, że to pewniak totalny i wszystkim przypadnie do gustu, ale myślę, że bardzo wielu czytelników będzie bardzo, bardzo zadowolonych po lekturze tej książki. Jedyna rzecz, której się czepnę to fakt, że zbyt szybko na mój gust bohaterowie zmienili front i zauważyli napięcie między sobą, a chętnie bym więcej ich kłótni i sporów “przeczytała” 😉 Ale mimo tego, ta ich relacja cały czas była fajnie przedstawiona, w typie przekomarzania się, więc nie będę aż taka wybredna.

Jeszcze co do sposobu narracji, to trzeba się nastawić, że Lucy to naprawdę romantyczna i zakręcona dusza. Może dla niektórych będzie to za bardzo w typie “smęty”, ale nie wyobrażam sobie, by to mogło aż tak przeszkadzać, bo bohaterka nie jest typem „meczydupy”, a przede wszystkim jest po prostu rozwalająco zabawna. Dla mnie akurat to wszystko było na plus. Zwykły i przez to niezwykły romans, ciekawi bohaterowie. Jestem na tak i to bardzo, bardzo na tak i myślę, że niejeden czytelnik również będzie.

PS: nie ma epilogu, ale to już jest moje osobiste zboczenie, więc zamykam się już i nic więcej nie napiszę 😀 Czytać, czytać i jeszcze raz czytać!

Aniu

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to sprawisz mi ogromną radość, jeśli: